Festiwal Hip Hop Opole i TVP - czy to może się udać?

Pisząc ten tekst miałem duży dylemat. Zbierałem się dobre dwa tygodnie, jeśli nie więcej. Zdecydowałem jednak, że powstanie. Tym razem przyczepię się do usilnej próby reaktywacji Festiwalu Hip Hop Opole w ramach Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu.

Mój blog, rappr.pl, nigdy nie był podporządkowany znajomościom i współpracy z kimkolwiek. Zawsze pisałem co myślę, nawet jeśli tekst miał wydźwięk negatywny. To końcu nie ma być blog prezentujący podkoloryzowany obraz polskiego rapu. Mimo to, zabierając się do pisania, miałem wciąż w głowie znajomość z chłopakami, którzy stoją za staraniami o przywrócenie Festiwalu.

Dwukrotnie, jako mały szczeniak, uczestniczyłem w opolskiej imprezie, za którą stał Hirek Wrona. Nie miałem okazji być na Placu Wolności, zdążyłem się jedynie załapać na koncerty organizowane na Placu Kopernika – obok dzisiejszego Solarisa i budynku głównego Uniwersytetu Opolskiego. Stałem tam w ortalionach Errora, patrząc na tłum ludzi, po raz pierwszy czując w pełni klimat tej kultury. To był mój debiut jeśli chodzi o uczestnictwo w koncertach wśród publiki. Dziś mam już jedynie kilka wspomnień z tamtych czasów – podekscytowanie kolegów, którzy nie mogli uwierzyć, że zapalili jointa z TEDE, ochronę wyłamującą na moich oczach rękę kolesiowi, który brał udział w bójce, pierwszy odsłuch „Mezokoracji”, bitwę (słowną, taka była koncepcja jednej z edycji) wytwórni hiphopowych i jeszcze kilka rzeczy, które do dziś siedzą mi w głowie. Za to wszystko jestem wdzięczny Hirkowi Wronie, pewnie tak jak wielu innych, którzy mieli okazję tam być.

Temat Festiwalu wrócił do mnie dobrych kilka lat później, kiedy próbowaliśmy jako Step Records wbić swoich ludzi na scenę opolskich Piastonaliów (to naprawdę nic dziwnego, więc to żaden hejt lub sensacja). Nie wiem czy sam pomysł reaktywacji Festiwalu powstał wcześniej, do mnie dotarł mniej więcej właśnie w tym czasie. Jako pracownik Stepu byłem tym zajarany zupełnie jak małolat mogący porozmawiać ze swoim ulubionym raperem. Dzisiaj, chociaż doceniam starania chłopaków i szczerze im kibicuję, patrzę na to już inaczej. Dlatego też pisząc poniższe słowa zapomniałem o tym co było kiedyś. Postanowiłem postawić się po stronie TVP, do którego kierowana jest petycja, zadać sobie kilka pytań i na nie odpowiedzieć. Efektem jest kilka poruszonych przeze mnie kwestii, które według mnie sprawią, że TVP nie reaktywuje Festiwalu.

Dochody
To chyba najważniejsze sprawa w świetle obecnych problemów finansowych TVP. Jak telewizja miałaby zarobić na organizacji hiphopowego koncertu? Poprzednio TVP ograniczyła się już do transmisji na żywo i organizacji tylko dwóch z trzech dni koncertowych. Festiwal Hip Hop Opole w dawnych czasach (przynajmniej te dwa, na których ja byłem) nie był emitowany live, dopiero parę miesięcy później pokazano relację, w dodatku skróconą i bodajże nie na pierwszym, ani drugim kanale. Przy gwiazdach muzyki popularnej – występujących przy Debiutach, Superjedynkach czy jakichś benefisach ludzie w telewizji wiedzą jaką publikę mogą sprowadzić przed telewizorami. Emitując reklamy pomiędzy częściami czy nawet w trakcie relacji, są w stanie zarobić. Dodatkowo wspierają przychody konkursami sms’owymi.

Wyobrażacie sobie coś takiego przy koncercie hiphopowym? TVP nie ma żadnej gwarancji oglądalności, nawet mając statystyki z emisji koncertu Molesty czy program z popularnymi raperami. Sam wątpię, że relacja live mogłaby przyciągnąć przed telewizory publikę porównywalną z tą, która zasiada przy okazji pozostałych koncertów. Dlaczego?

Bo to już nie te czasy.
Kiedy Hirek Wrona i TVP organizowali dzień hiphopowy, do gazet typu Bravo czy Popcorn dołączane były hiphopowe składanki. Eska robiła swoje coroczne płyty z trackami różnych raperów, w Teleexpressie mogliśmy oglądnąć klip „Kochana Polsko” OSTRego czy „Oto ja” Tymona, w radiu zewsząd atakował nas rap, Super Express pisał o tym jak się ubieramy, policjanci uczyli się jak rozpoznać hiphopowca, a w „Rowerze Błażeja” pytali jak się witamy. Cała Polska była pod wrażeniem zupełnie nowego dla niej zjawiska, które zataczało coraz szersze kręgi. To obraz zupełnie inny niż ten, który widzimy dzisiaj.

Rap znowu wchodzi do radia i telewizji, ale nie będzie już w niej tak mocny jak kiedyś. Znów zdarzają się żenujące wpadki np. Donatana nazywają raperem z Trzeciego Wymiaru, a w „Pytaniu na śniadanie” widzimy rapujących bliźniaków. Hip Hop to dzisiaj nie jest już nowa kultura, z której da się wycisnąć kasę od nieświadomych raperów i zafascynowanych słuchaczy. Słuchacze rapu dzisiaj nie wyczekują, jak my kiedyś, hiphopowych teledysków na Vivie lub MTV w przerwach między lekcjami. W szkolnych świetlicach nie włącza się telewizora po to by złapać którąś z tych stacji i dyskutować o tym kto ma lepszy flow, kto ma lepszy klip. Dziś, jeśli chcesz posłuchać muzyki, odpalasz sobie mp3 na komputerze lub w telefonie albo zaglądasz na YouTube i sam decydujesz czego chcesz słuchać.

TVP nie oferuje młodym niczego, co mogłoby ich przyciągnąć przed telewizory. Wtedy oglądaliśmy telewizję, czytaliśmy gazety, słuchaliśmy radia, kupowaliśmy kasety i płyty – to już nie te czasy. Dzisiaj mamy Facebooka, możemy z raperami pogadać, wyłapać najświeższe info, a posłuchać ich na żywo możemy w dużych miastach raz na trzy miesiące. Polska scena to dzisiaj nie 20 czy 30 osób jak kiedyś, ale kilkaset. I te odmienne realia sprawiają, że kolejna rzeczą, która mnie martwi w kwestii organizacji takiego festiwalu to…

Frekwencja
Mój ostatni tekst o koncertach wywołał wiele kontrowersji. Odniosłem wrażenie, że częściej zgadzali się ze mną organizatorzy koncertów niż raperzy. Tutaj moje stanowisko może być jeszcze bardziej kontrowersyjne. W Czechach mamy HH Kemp, w Giżycku największy w Polsce festiwal hiphopowy - Mazury Hip Hop Festiwal, jest też Hip Hop na Żywca, jest również kilka innych imprez w Polsce. I one sprowadzają dużą publikę, czasem są przepełnione. Jednak to koncerty biletowane, z płatnym wstępem, świetną promocją. Opole? Za wstęp na amfiteatr też trzeba płacić, ale sposób dystrybucji biletów to jedna wielka komedia – i osoby spoza Opola mają znikome szanse by otrzymać bilet.

Pamiętajmy, że ostatnio w czasie koncertu hiphopowego amfiteatr świecił pustkami, tak jak pierwsza (i jedyna?) edycja imprezy prezentującej różne gatunki muzyczne, organizowana na rogatkach Opola, okazała się pod względem frekwencji wielkim niewypałem. Koncerty hiphopowe w Opolu? Po tym jak Cina zrezygnowała z ich organizacji rzadko da się zapełnić kluby. Wracając do ostatniego koncertu hiphopowego w Opolu – bilety brali często ludzie, którzy w ogóle tą muzyką nie są zainteresowani – sądząc po zdjęciach, nawet Chytra Baba z Radomia nie dorasta do pięt niektórym mieszkańcom Opola. Dlatego też według mnie pod względem frekwencyjnym Festiwal Hip Hop Opole, przy płatnym wstępie – byłby totalnym niewypałem. Przy darmowym wstępie, biorąc pod uwagę to, jak bardzo ludzie w regionie ciągną do polskiego rapu – też sukcesu nie przewiduję. Zakładając jednak, że powtórzy się sytuacja z dawnych lat i całe centrum Opola będzie tonąć w hiphopowym klimacie – gdzie ich pomieścić? No właśnie, kolejna sprawa to…

Miejsce
Ostatni koncert hiphopowy w amfiteatrze to pomysł, który opolscy urzędnicy po prostu bezczelnie ukradli chłopakom stojącym za inicjatywą reaktywacji Festiwalu Hip Hop Opole. Dodatkowo Opole tak panicznie bało się środowiska hiphopowego, że bramkarze nie wpuszczali nawet osób trzeźwych, jeśli według nich byli pijani – mówili „nie” i tyle. Tym razem nie było pociągów pełnych ludzi w szerokich spodniach, którzy licytowali się na to kto zna cały tekst danego kawałka. Nie było na ulicach tłumów, które tak dobrze pamiętam z przełomu wieków. Nie było darmowego koncertu na Placu Kopernika. Wybrano amfiteatr, który absolutnie na koncerty hiphopowe się nie nadaje. Sprowadzono nawet podstarzałe, nieco już przyblakłe, gwiazdy zza oceanu. Po zdjęciach widać, że wszyscy stali pod sceną, a reszta miejsc była po prostu pusta.

Jeśli nie w amfiteatrze to gdzie? Plac Kopernika? Już widzę, jak mieszkańcy potulnie zgadzają się z decyzją miasta. Już widzę, jak nie protestuje Solaris, dla którego Plac Kopernika to parking dla klientów, czy Uniwersytet, gdzie parkują ich studenci i pracownicy. No i miasto, które dzięki płatnej strefie parkowania ma z tego dochody – a organizacja takiej imprezy to co najmniej kilkudniowe wyłączenie tego terenu z codziennego użytku. Może spróbujmy na którymś kampusie Politechniki? Przy jednym jest blokowisko – mieszkańcy mają dość imprez z okazji Piastonaliów. Przy drugim – Politechnika, zapewne ostrzegana przez przestraszonych urzędników, zgodzi się na koncert hiphopowy w sercu swojego kampusu? No way.

Przyjmijmy jednak, że TVP wchodzi w festiwal, miejsce jest dobrze dobrane, Hirek Wrona bierze się za organizację imprezy, to nadal problemem jest frekwencja. Co zrobić, by była ona jak największa? Analizując obecną sytuację na rynku koncertowym – może zaprosić jakieś gwiazdy zza Wielkiej Wody? Jestem przeciw. Dlaczego?

To Festiwal POLSKIEJ Piosenki
TVP i Opole zawsze zapraszały polskich wykonawców. Zawsze to im przyznawano nagrody. Nawet w nazwie wyraźne zaznaczono, że to impreza dla polskich wykonawców. Dlaczego więc akurat na nim miałyby wystąpić gwiazdy z USA? To przełamanie konwencji. Konwencji, którą od zamierzchłych czasów forsują organizatorzy. Jeden wyjątek mógłby pociągnąć za sobą konieczność dopuszczenia następnych. Biorąc pod uwagę to, że organizatorzy wciąż mają klapki na oczach i nie czynią żadnych sensownych ruchów, by zwiększyć oglądalność i frekwencję na swoich sztandarowych koncertach – jaka jest szansa na taką rewolucyjną, dla ich punktu widzenia, zmianę?

Dawid vs Goliat
TVP to moloch. Opole to miasto specyficzne, gdzie najwyżsi urzędnicy są leniwi. Miasto z prezydentem, który po szklankę wody sięga pół minuty, a jego przeciwnik w wyborach boi się, że prezydent zaraz w niego ową szklanką rzuci (autentyk z debaty wyborczej). I muszą zorganizować imprezę dla ludzi energicznych, dla środowiska żyjącego własnymi zasadami, które nijak nie przystają do zasad wyznawanych przez organizatorów. Jasne, po tej stronie barykady, która ma zorganizować Festiwal są ludzie doskonale to rozumiejący, nierzadko żyjący także hiphopem. Jaka jest jednak szansa, że wywalczą oni cokolwiek, jeśli decyzję podejmują skostniałe struktury, które nie rozumieją obecnego świata?

Chyba co roku opolski Festiwal ma nowego reżysera. Zawsze słychać pochwały dotyczące jego pomysłów, świeżego spojrzenia na świat i tak dalej. Mimo to, każda edycja jest coraz gorsza. Dlaczego? Bo TVP i Opole ograniczają budżet, ograniczają możliwości reżysera, który wszystko musi robić zgodnie z decyzjami podjętymi wyżej. Nieważne, kto dziś organizowałby Festiwal HipHop Opole – Hirek Wrona czy ktokolwiek inny. Jakie oni mają szanse w starciu z problemami finansowymi organizatorów, skostniałymi strukturami, niezrozumiałymi decyzjami?

Naprawdę szczerze kibicuję inicjatywie reaktywacji. I zastanawiam się czy jest sens uderzać z tym do TVP. Ile mogłoby zyskać na organizacji takiego koncertu np. Frugo, Play, inne duże marki? Marki, których grupa docelowa mocno zahacza także o środowisko hiphopowe. To one mogłyby zrobić w Opolu zupełnie osobną imprezę, rozpromować ją w Polsce i powierzyć właśnie Hirkowi Wronie. Wtedy byłbym spokojny o Festiwal Hip Hop Opole. A tak? Sorry, nie podpiszę się pod tą petycją – to dla mnie nie ma żadnych szans.

Trwa ładowanie komentarzy...