Maciej Dziedzic

Udzielono mi głosu, więc korzystam i mówię, co myślę.

Koncert to nie taka prosta sprawa. Jak wyglądają koncerty hiphopowe w Polsce?

Jest piątek, zaczyna się weekend, siedząc w pracy, myślami jesteś już poza nią. Ty pójdziesz do teatru, Twoi znajomi do klubu, szef spędzi wieczór w domu, a kolega z biura wybiera się na koncert. Całkiem niedawno chwytliwy był temat frekwencji na polskich koncertach. Padło wiele pytań i równie dużo odpowiedzi. Skoro najbliżej mi do polskiego rapu, czas na kilka słów ode mnie o eventach hiphopowych.

facebook.com/patrioticpl
Zorganizować koncert? Wcale nie tak łatwo…

Wydaje się, że organizacja koncertu to rzecz dość prosta – zaprosić artystę, zadbać o sprzęt i spełnienie warunków umowy, odpowiednio wypromować imprezę, ustalić rozsądną cenę biletów – i liczyć na frekwencję. Myślę, że niejeden organizator z chęcią uśmiechnąłby się, gdyby tak faktycznie było. Szkoda, że w żadnym artykule nie przeczytałem o tym z jakimi trudnościami naprawdę muszą mierzyć się organizatorzy – wybrać odpowiednią datę, liczyć, że w najbliższym czasie nie odbędą się koncerty lub inne wydarzenia, które mogłyby odciągnąć publikę. Mało? Znaczenie ma też renoma organizatora i samego klubu. Przykład? Niedawno przejechał się Peja z imprezą z cyklu Terrorym Fever –mimo naprawdę ciekawych gości zza granicy, „przegrał” z odbywającym się tydzień później koncertem innych, polskich, raperów. Koncerty hiphopowe to ruletka, co w jakimś stopniu potwierdza Sokół:

„Na koncertach z cyklu Czysta Brudna Trasa promujących naszą płytę z Marysią, mieliśmy średnią frekwencję na poziomie 700 osób, co było dla nas bardzo zadowalającym wynikiem. Ale to średnia, zdarzały się koncerty gdzie było 250 osób, a na ostatnim koncercie w Londynie sprzedano 100 biletów, z tym, że to nie zawsze wynik naszej popularności. Ważne jakie koncerty są tego samego dnia, jak poprowadzono promocję, kiedy ją rozpoczęto, a nawet tak dziwne kryteria jak sam fejm klubu czy organizatora. Bywało, że graliśmy w jakimś mieście dla 300 osób, a kilka miesięcy później inny organizator ściągał na nasz powtórny koncert w danym mieście aż 800 osób. To czasem potrafi zdziwić.”

Organizator – czyli kto?

Skoro już przy kwestiach organizacyjnych jesteśmy – kim są organizatorzy koncertów hiphopowych? Tu należy zastosować uproszczony podział – część występów organizują sami menadżerowie raperów, wynajmując kluby i licząc na zyski z biletów. To wersja mniej ryzykowna dla klubu, a dla rapera odzwierciedlająca w pewnym stopniu jego popularność w danym miejscu – chociaż należy brać pod uwagę wszystkie wyżej podane czynniki. Kolejna grupa organizatorów – to same kluby, wynajęte przez nich osoby lub zewnętrzni organizatorzy. Sposób wynagrodzenia jest zależny od ustaleń – stawka lub procent z biletów to najprostszy podział. Poza właścicielami klubów, są to osoby ściśle powiązane z hiphopem – jeżeli nie współdziałają z wytwórnią, są słuchaczami lub mniej znanymi raperami. Jak według raperów wygląda kwestia profesjonalizmu w organizacji koncertów?

„To już nie są czasy jak 10 lat temu. Teraz to działa sprawnie, trzeba tylko odcedzić małolatów, którzy z czystej zajawki organizują koncert, od profesjonalistów. Ci pierwsi, mimo, że mają najszczersze chęci, są nieprzewidywalni, potrafią nie wytrzymać ciśnienia, upić się w trakcie, popłakać, bo nie zgodził im się hajs. Lepiej mimo wszystko ich unikać i działać ze sprawdzonymi organizatorami. Dziś to już standard, ale 10 lat temu to była ruletka.” – mówi Sokół. W podobnym tonie wypowiada się Jinx, reprezentant wytwórni Aptaun:

„Organizacją koncertów hiphopowych zajmują się często młodzi ludzie, którzy mają silną potrzebę i chęci by zrobić coś dobrego, jednak nie mają doświadczenia. Odnoszę wrażenie, że często dają sobie spokój z tymi działaniami - domyślam się, że powodem są finanse. Jest oczywiście, i na szczęście, grupa ludzi, która robi to na wysokim poziomie. Część z nich to pewnie najlepsi z tych zrezygnowanych młodych organizatorów, resztę najczęściej stanowią ludzie związani ze środowiskiem rapowym (przez współpracę z raperami lub management wytwórni), którzy chyba najlepiej rozumieją potrzeby słuchaczy, ale także twórców.”

W jakiej norze dzisiaj gramy?

Pytanie prowokacyjne – i na szczęście określenie „nora” nie dotyczy już większości klubów, w których odbywają się koncerty. Odnośnie wyglądu naprawdę nie ma się czego przyczepić – natomiast zdarzają się sytuacje, w których ręce opadają nie tylko raperowi, ale też całej publice. Sam byłem świadkiem komicznej (tragicznej?) sceny, kiedy akustyk w czasie koncertu ściszył muzykę, bo musiał odebrać telefon. Innym razem ochrona potrafiła wpuścić kilkunastu swoich ludzi, nie przejmując się protestami organizatora. Na szczęście takie rzeczy nie zdarzają się nagminnie. Sokół całkiem niedawno powiedział, że nareszcie nie grają w jakiejś norze – na potrzeby artykułu spytałem go, co tak naprawdę sądzi o miejscach, w których gra.

Maciej Dziedzic:
Jak wygląda sprawa miejsc, w których grają polscy raperzy? Czy to faktycznie nory, jak ostatnio stwierdziłeś?

Sokół:
"Mówiłem o klubach na Wyspach Brytyjskich. Tylko dwa, może trzy razy graliśmy tam w dobrym klubie. Cała reszta koncertów, a zagraliśmy tam całe trasy przez wiele lat, to były speluny śmierdzące browarem, z pogiętymi mikrofonami na kablu. Takiego poziomu nie ma już w Polsce nigdzie. Tu mamy wyższy status, więc trafiamy do lepszych klubów, tam jako "nołnejmy" dla Anglików trafiamy do spelun, ale najgorsze jest to, że miejscowi Polacy już się do tego przyzwyczaili i dla nich to nic złego. Wręcz po moim wpisie na FB, w którym napisałem, że wreszcie gramy w fajnym klubie, pojawiły się komentarze, że odcinam się od spelun chociaż gram polski hip hop, jeden z komentujących był wręcz oburzony, że mi odbiło. To jest smutne."



Jaka przyszłość?

Daleko mi do bycia prorokiem lub jakimś guru – ale koncerty stają się coraz lepsze, raperzy podchodzą do nich coraz bardziej profesjonalnie, tak jak organizatorzy - ten trend się utrzyma. Można się przyczepić do incydentów lub pijanej małoletniej publiki – jestem jednak zdania, że z czasem to także zmieni się na plus. Rośnie sprzedaż płyt, sprzedaż odzieży hiphopowej nadal stoi na wysokim poziome – z czasem również frekwencja powinna zacząć rosnąć.

Czy uda się kiedyś dobić do stawek popowych gwiazdek? Nie, to raczej niemożliwe. Ważne jednak, że nadal ludzie chcą słuchać na żywo swoich ulubionych muzyków. Zamiast robić nic nie wnoszące akcje, postawmy na profesjonalizację biznesu koncertowego – np. wspierając takie inicjatywy jak Akademia Menadżerów Muzycznych.

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
MuzykaKoncerty

PROMOWANE

  • Poznawanie ciekawych ludzi - praktyczne narzędzia cz.1

    Większość Polaków, starając się nawiązać ciekawe relacje stosuje różne, często nieefektywne strategie. Jedna z nich polega na podświadomym traktowaniu nieznajomych jako potencjalnych wrogów, a potem na przyczynianiu się własnym postępowaniem do tego, aby ta przepowiednia się spełniała. To często kończy się posiadaniem wąskiego kręgu przyjaciół i szarpaniną z resztą świata, co z kolei prowadzi do stresu, agresji i kiepskiej jakości życia. Jak rozejrzymy się wokoło siebie, to znajdziemy mnóstwo takich przypadków. czytaj więcej

  • Dwa widoki

    Homo malcontentus i Homo optymictus czytaj więcej

  • Wychowaliśmy takie pokolenie mężczyzn

    Wsiadłam kilka dni temu do pociągu. - Przepraszam pana, czy mógłby pan pomóc mi włożyć walizkę na półkę? Walizeczka mała na jeden dzień, ale jednak, dla mnie i wysoko i stoi obok mężczyzna... - Nie. Mam chory kręgosłup. Ani przepraszam, ani pani wybaczy… Nic. Wcześniej włożył swoją wielką walizę bez wysiłku. Wstała obok siedząca pani i powiedziała:- Pomogę pani. Wzięła moją walizkę zanim zdążyłam zaprotestować i wrzuciła na górną półkę. czytaj więcej

  • Nie wrzucajcie mnie do jednego worka!

    Długo zbierałem się do tego wpisu. Wolałem jednak poczekać i sprawdzić, jak rozwinie się sytuacja. Od kilku dni obserwuję spektakl pod tytułem „strajk matek dzieci/osób niepełnosprawnych w Sejmie”, na którym korzystają wyłącznie politycy. Wbrew słowom organizatorów, nie pomaga on społeczności ludzi chorych, a wręcz im szkodzi. Nie chcę być – a z tego co wiem, moi znajomi również – wrzucany do jednego worka z obywatelami okupującymi Wiejską. czytaj więcej