Muzyka w mediach społecznościowych - czy warto?

Dla jednych to ładowanie kasy w błoto, dla innych doskonała okazja do promocji swojego biznesu, twórczości lub po prostu swojej osoby. Dla branży muzycznej wydają się one wprost idealnym miejscem, chociaż wydaje się, że polska muzyka popularna dalej traktuje je jako zbędny dodatek. Media społecznościowe – w tym przypadku Facebook i YouTube – mają bardzo duże możliwości, jednak nie są one w pełni wykorzystywane przez polską branżę muzyczną.

Media tradycyjne nadal trzymają się mocno, a polska muzyka popularna jest od nich silnie uzależniona. Czy nie trzyma się ona telewizji i radia zbyt kurczowo? Artykuł ten w żadnym wypadku nie jest pisany po to, by udowodnić wyższość jednego gatunku muzycznego nad drugim, cele są zupełnie inne: pokazanie możliwości mediów społecznościowych oraz wywołanie dyskusji – czy warto promować muzykę w Internecie?

Mówiąc o muzyce na Facebooku i YouTube nie sposób nie zaczepić o hip hop – kulturę, która (EDIT: po boomie medialnym na początku wieku, kiedy już przestała być medialna dla telewizji i rozgłośni radiowych) rozwinęła się dzięki tym serwisom i w nich funkcjonuje. W związku z tym, że to ta muzyka jest najmocniejsza w dwóch opisywanych przeze mnie kanałach promocji, będzie dużo odwołań do HH. Natomiast nie należy opisywanych działań traktować jako idealnych przykładów – hip hop jest mocny i ma swoje sprawdzone sposoby promocji, ale nie znaczy to, że nie można tego zrobić lepiej, zwłaszcza łącząc telewizję i rozgłośnie radiowe.



Polska muzyka popularna nie do końca radzi sobie z YT – owszem, ma teledyski w stacjach muzycznych, jest grana w radiu, ale wytwórnie muzyczne nie umieją zbudować mocnych kanałów, pozwalając zakładać własne swoim artystom. Kiedy hip hop koncentruje się na kilku(nastu?) mocnych kanałach, muzyka popularna raczej rozwija osobne, wiele na tym tracąc – być może wynika to ze specyfiki tej części branży, gdzie są duże opory przed wspólnymi kanałami, bo „czemu jakaś młoda gwiazdka ma korzystać na mojej popularności?”. A to dlatego, że większa liczba artystów na jednym kanale to większa liczba wyświetleń i większe pieniądze z reklam. Oczywiście najprościej rzecz ujmując.

Przykładem dobrego działania na YT jest MyMusic, które mocno rozwija swój kanał, mający już ponad 200mln wyświetleń, a po drugiej stronie stoi Sony Music Polska – niespełna 1,5mln odtworzeń. Z kolei najpopularniejszej polskiej piosenkarce (oh, really?) niewiele brakuje do osiągnięcia zaledwie 10 milionów wyświetleń na swoim kanale TheDodaTV. Poza budową mocnych kanałów z działań YT można wymienić jeszcze trailery teledysków, filmy „making of” etc. Natomiast same teledyski, z budżetami o wiele niższymi niż klipy gwiazd znanych z telewizji, potrafią być dopracowane o wiele bardziej – wiele hiphopowych teledysków bije na głowę te znane nam z telewizji.

Jak to wygląda na Facebooku? Bryluje Czesław Śpiewa (przepraszam, że zaliczam Cię do muzyki popularnej, tylko na potrzeby tekstu!), który umie chyba najlepiej (ze wszystkich gwiazd znanych z mediów tradycyjnych) zjednać sobie fanów. O liczbach i dyskusjach z fanami można mówić wiele. Jedni dyskutują, inni ich wręcz je olewają, zależnie od osoby. Jak promują się wytwórnie? Tu też nikt nie ma złotego środka – dominuje bałagan.

Różnorodność artystów naprawdę da się połączyć w całość i zbudować silny wizerunek, tak jak robią to wytwórnie hiphopowe – szkoda, że pozostałe label'e nie do końca to rozumieją lub po prostu nie umieją tego zrobić. Facebooka da się bardzo dobrze wykorzystać do promowania teledysków i akcji wytwórni – przykładem jest zresztą każdy raper. Promują się poprzez internet, w większości właśnie poprzez media społecznościowe.

Dość ogółów, sprawdźmy jak można promować płytę i osiągnąć bardzo dobre efekty poprzez social media. „Równonoc” - najświeższy i w mojej prywatnej opinii najlepszy przykład na to, jak za pomocą Facebooka i YT można sprawić, że projekt stanie się najbardziej oczekiwaną płytą roku. Wszystkie płyty hiphopowe są promowane poprzez te kanały, jednak w przypadku projektu „Donatana” mieliśmy okazję ujrzeć spójną strategię opartą na motywie słowiańskich korzeni Polaków. Sama płyta była również obecna w Vivie i Czwórce, jednak była ona minimalnie eksponowana w stosunku do przedstawicieli muzyki popularnej.

Każdy z teledysków (jeden z nich jest dostępny na końcu tekstu) łączył przeszłość ze współczesnością – a to za pomocą zespołu Percival, twarzy wszystkich klipów - Luxurii Astaroth oraz Donatana i raperów. Spójny obraz klipów pozwolił fanom na wgłębienie się w atmosferę płyty jeszcze zanim ta ukazała się na rynku. Tym razem obyło się bez wszechobecnych w rapie zapowiedzi teledysków i filmów typu „making of”.

Każdy teledysk, chociaż pozornie odmienny, wiązał fanów z projektem motywem słowiańskim, budując napięcie i ekscytację. Filmy umiejętnie wspierał Donatan na Facebooku udostępniając relacje z planu zdjęciowego oraz sprawdzając wiedzę fanów na temat słowiańskich obyczajów. Każdy jego post wzbudzał spore zainteresowanie, czego dowodem jest liczba zaangażowanych Użytkowników w okresie 16.04-23.10.2012 - fanpage zaangażował ponad 135 000 userów (według aplikacji CatNapoleon.com), a początkowa ilość fanów – 7 688, wzrosła do już ponad 50 tysięcy. Donatan często rozmawiał z fanami, pytał o opinię, przez co stworzył u fanów wrażenie współtworzenia projektu.

Jedynym minusem strategii na Facebooku był konkursy sprzeczne z regulaminem serwisu, nie uważam jednak, że miały one jakiś znaczący wpływ na popularność „Równonocy” - cała otoczka jaką stworzył producent we współpracy z UrbanRec angażowała tak naprawdę większość społeczności hiphopowej w Polsce. Poza social media, promocja była wsparta także reklamami na najchętniej odwiedzanym serwisie hiphopowym w Polsce (zostawiam obok kwestię poziomu jaki reprezentuje ów portal) oraz kampanią Google AdWords. W miarę szczegółowy „pseudocase” dostępny jest tutaj.

Efekt? Złota Płyta (za album 2CD) w ciągu dwóch tygodni od startu przedsprzedaży (rozpoczętej w równonoc - nie mogło być inaczej!). Przede wszystkim jednak dzięki „Równonocy” wypromowano osoby Luxurii Astaroth, Donatana (wiem, był już wcześniej znany, ale to teraz jest na absolutnym topie), popularność zyskał także zespół Percival oraz wydawca – nowo-powstała wytwórnia UrbanRec i sklep UrbanCity.



Nie twierdzę, że promocja „Równonocy” była idealna – jestem jednak pewien, że pokazała nie tylko „rapbiznesowi” jak można zbudować zaangażowanie słuchaczy i podtrzymywać je przez pół roku za pomocą mediów społecznościowych. Polska muzyka popularna może to z łatwością przebić – jeżeli kreatywnie połączy media tradycyjne z Internetem.

Według mnie to właśnie serwisy społecznościowe weryfikują popularność artystów w Polsce – to one potrafią lepiej pokazać grono fanów muzyka czy zespołu. Społecznościówki są nie tylko szansą na promocję własnej społeczności, ale przede wszystkim na budowę własnego wizerunku – opartego o częsty kontakt z fanami. Nie zaryzykuję stwierdzenia, że dzięki nim wzrośnie sprzedaż płyt – wszyscy przecież wiemy jak to wygląda. Może jednak przyczynić się chociażby do większej frekwencji na koncertach (a ten temat ostatnio był głośny).

Kończąc – czy warto promować się w Internecie? Zdecydowanie tak – i to na równi z mediami tradycyjnymi. Media społecznościowe nie powinny stanowić dodatku, a równorzędny kanał promocji. I nie mierzmy efektów działań SM tylko ilością sprzedanych płyt – korzyści mogą być długofalowe i widoczne w wielu aspektach – koncertach, wywiadach etc. I wybaczcie, że tym razem aż tak długo.

EDIT: Najpopularniejszym polskim kanałem w YouTube jest PROSTOTV - nie podałem jako przykładu, ponieważ chciałem skupić się na innych gatunkach muzycznych.

Trwa ładowanie komentarzy...