Polski Hip Hop się sprzedał?

Oto jedna z legend polskiego hiphopu, autor wielu klasycznych utworów, nagle, w środku mody na masowe wspominki dawnych czasów, odważył się wyjść z płytą dalece odstającą od „polskiej myśli hiphopowej” (nawiązanie do stetryczałej myśli szkoleniowej celowe). I to nic, że premiera płyty była kilkakrotnie przesuwana – wypuszczając kolejne single obudził kilka demonów, świetnie obrazujących specyfikę rodzimej kultury hiphopowej.

Oto inna legenda rodzimego rapu, tak mocno krytykowana za bliskie związki z telewizją w swojej przeszłości, w dobie znaczącego wzrostu popularności kultury i jednoczesnej jej izolacji od massmediów (wymuszonej ślepym konserwatyzmem części społeczności), zaczyna prowadzić kolejny program w jednej z największych telewizji muzycznych w Polsce. Tym samym podnosi głosy buntu wśród słuchaczy oraz swojego niedawnego przeciwnika, który (mylnie z resztą) uważa się za najbardziej medialną osobę z tej branży.

Nie zamierzam negować poglądów znaczącej części środowiska, która tak chętnie słucha i wraca do starych czasów – nie widzę nic złego w przypominaniu korzeni muzyki, starych czasów, gdy hip hop był kulturą buntu przeciwko systemowi. Kwestią, która mnie niepokoi i rodzi wewnętrzny bunt, jest wymuszenie przez słuchaczy izolacji rapu i powrót przewrażliwienia na punkcie działań zmierzających do znalezienia nowych odbiorców i środków dochodu, a przy tym ewolucji muzyki.

Wpis na bloga powinien być krótki, a to czwarty akapit i dalej nie doszedłem do meritum - obiecuję poprawę (mea culpa...) i już zmierzam do sedna. Pisząc ten tekst mam dwa cele – z jednej strony pomoc w zrozumieniu specyfiki społeczności osobom spoza tego środowiska, a z drugiej rozpoczęcie dyskusji wśród „hiphopowców” na temat drogi, którą podąża kultura.

Konserwatyzm nie jest rzeczą złą, póki przypomina o tradycji i korzeniach. Natomiast uczynienie go głównym nurtem czy to kultury, czy polityki, zaczyna blokować rozwój społeczeństwa. I jednocześnie wzbudza głęboką hipokryzję, przez co powstają, w przypadku hiphopu, dwa równoległe światy.

W pierwszym, to Pezet i Tede są negatywnymi bohaterami. Pierwszy eksperymentuje z nowymi dla polskiego rapu brzmieniami, drugi wykorzystuje swoją popularność i prowadzi telewizyjny program. Według znaczącej części społeczności obaj zdradzają wartości i łamią zasady hiphopu. Krótko mówiąc – sprzedają się. Próbują nowych sposobów lub wskrzeszają stare, w celu zdobycia nowych słuchaczy, a co za tym idzie środków na życie. Może w celu lepszego zobrazowania – tą samą drogą idzie każdy pracownik, który szuka unowocześnień dających mu i jego firmie przewagę nad konkurencją. Programista napisze nową aplikację, marketingowiec zaryzykuje wejście w niszę, a wizjoner z USA wypuści nowe urządzenie mobilne. I to spotyka się z wielkim buntem ze strony społeczności, która nie chce nowości, jednocześnie nadal chowając głęboką urazę do massmediów. Z kolei Grubson, robiący „międzygatunkową” karierę, został przez część środowiska pozbawiony miana „rapera” - a jego twórczość to przecież jeden z efektów popularności hiphopu, nadal silnie się identyfikuje z ta muzyką i jest jego częścią – stworzył po prostu osobny nurt.

W świecie równoległym, nikt z owych konserwatystów nie uważa za „sprzedanie się” ruchów wykonywanych przez pozostałą część sceny. Sokół z Agnieszką Sielańczyk oraz gościnnie Marysią Starostą prowadzą audycję w radiu, Ten Typ Mes współpracuje z tą samą marką co Pezet, Step Records rozpoczyna kooperację z Orange, Sobota i Matheo działają z KSW, a Peja zaprasza do współpracy coraz większe legendy amerykańskiego rapu. Czy to nie te same lub bardzo podobne działania? Czy ich cel nie jest taki sam jak cel działań Pezeta i Tedego? Z jednej strony wzmacnianie pozycji wśród konserwatywnych słuchaczy, z drugiej poszukiwanie nowej grupy docelowej.

Fani, tak bardzo sprzeciwiając się massmediom, nie zauważają, że polski hip hop, w odpowiedzi na działania ogólnopolskich, wytworzył własne odpowiedniki. I tak YouTube można porównać do telewizji muzycznych – tam też, wśród zalewu chłamu (typu twórczość Piotra Kukulskiego czy Białego znanego z tego, że jest znany i nic poza tym) i wszechobecnych reklam trzeba znaleźć treść nas interesującą. Portale, jak Popkiller czy cgm to hiphopowa prasa - najnowsze informacje, opinie, wywiady. Facebook? Po części jest jak radio lub kanał informacyjny np. TVN24.

Tak daleko odbiegliśmy w tej swojej nienawiści do polskich mediów, że nie zauważyliśmy kiedy sami je wykształciliśmy. Docierają przecież do około 3 milionów Polaków – to już nie jest nisza, podziemie, tylko środki przekazu, z którymi trzeba się liczyć.

W trakcie tej kilkuletniej izolacji, która przyniosła tak duży rozwój polskiej muzyce hiphopowej, działania raperów stały się bardzo podobne do tych, podejmowanych przez inne branże – w niektórych aspektach je prześcigając ( np. product placement w teledyskach), a w innych zostając daleko w tyle ( np. public relations). Słuchacze zdają się tego nie zauważać – część z nich jakby została w dawnych czasach, nie zauważając ewolucji lub pomniejszając jej znaczenie.

Raperzy z kolei w jakiejś mierze są niewolnikami swoich słuchaczy – jak każdy artysta wobec swoich odbiorców. Chcąc pozostać na topie, muszą dostosowywać się do ich wymagań, jednocześnie starając się iść obraną przez siebie drogą.

Na polskiej scenie jest miejsce zarówno dla zwolenników „starego” rapu, jak i adoratorów nowych trendów. Problem polega na tym, że ta pierwsza grupa robi wszystko, by do głosu nie dopuścić drugiej. Każda rewolucja, zmiana, budzi sprzeciw, niezależnie od płaszczyzny, na jakiej się rozgrywa. Zanim ocenimy coś jako „złe” - postarajmy się dostrzec korzyści i zagrożenia jakie ze sobą niesie.

I na koniec, by wyjaśnić, a także zrobić sobie „podkładkę” pod obronę przed „hejterami”, tak mocnymi w tym środowisku – sądzę, że droga jaką obrali Pezet, Grubson, Tede nie jest zła. Ich plan jest przemyślany, nie działają spontanicznie, jak to miało miejsce w przypadku gwiazd „hiphopolowych”. Nie uważam, że zatracili lub zdradzili wartości kultury – wyrwali się ze stagnacji, w jaką popada polski rap, próbując czegoś nowego. Nie oceniam jednak poziomu ich twórczości – tu każdy powinien wyrobić sobie opinię, zależną od upodobań. Może podobać mi się twórczość Grubsona, single Pezeta nie do końca przekonywać, a muzyka Tedego wręcz odstraszać – ale nie zamierzam przez to negować sensu ich działań.

Tak, hip hop już dawno się sprzedał. I nie mam z tym problemu. To już nie tylko „zajawka” - w dzisiejszych czasach to także praca, która daje utrzymanie polskim raperom. Stworzyliśmy własną kulturę, własne środki przekazu, własny BIZNES. I w tym wszystkim jest miejsce dla tradycji, wartości, zasad. Nie możemy jednak popaść w stagnację, która zaczyna powoli zataczać coraz szersze kręgi. Dlatego szanujmy nasze korzenie, doceniajmy próby zainteresowania rapem firm zewnętrznych i ludzi znajdujących się poza tym środowiskiem – mamy im przecież coś do zaprezentowania.
Trwa ładowanie komentarzy...